środa, lutego 22

Woda Śledziowa

Ostatnio wpadała mi w ręce bardzo sympatyczna wołowina. Są wspomnienia pewnego niedzielnego obiadu. Są historie o maśle i śmietanie.

Bo ja bardzo lubię pisać o tym co kocham (ostanio jest to ... ekhem masło i śmietana). Lubię pisać o tym co przeczytam (ostanio jest to Julia Child na zmianę z Ćwierciakiewiczową). Ale dzisiejszy dzień wydaje się do tego niezbyt odpowiedni. Dlatego opowiem teraz o innej mojej wielkiej miłości - śledziach.

Już wcześniej deklarowałam swój udział w akcji "Jedźcie Polskie śledzie". I pisałam o tych wspaniałych i niedocenionych rybach. Pisałam również o moich śledziowych wspomnieniach.

Nie napisałam tylko jeszcze o śledziowych wspomnieniach mojego Męża.


Nasze domy rodzinne, mój i Męża, dzielą setki kilometrów. Ale nasze rodziny są do siebie bardzo podobne. Przede wszystkim dlatego, że wszyscy lubią dobrze (i dużo) zjeść.

Różnic jest tyle samo co podobieństw. Tu inaczej przyprawiony bigos. Tam inny zestaw potraw na wigilijnym stole.

Jeśli zapytać mojego Męża o ulubione smaki z dzieciństwa to wymieni: pomidorówkę, gołąbki i ... Wodę Śledziową. Chociaż mam bardzo bujną wyobraźnię, nie wpadłabym na to, że z śledzi można przygotować chłodnik. Tatar, makaron, sałatkę z buraczkami, czy w połączonie z rodzynkami i piernikiem, to wydają się przecież takie oczywiste rozwiązania.


Dzień przed Środą Popielcową, Wielkim Piątkiem, albo Wigilią, moja teściowa zalewa solone śledzie wodą. Jednocześnie w dużym garnku gotuje wodę razem z kilkoma listkami laurowymi i zielem angielskim. Śledzie moczą się całą noc, a woda studzi się.

Następnego dnia rano Teściowa wylewa wodę, w której moczyły się śledzie i zalewa je tą przegotowaną z garnka. Dodaje do nich pokrojoną drobno cebulkę, pieprz i ocet (według uznania). Pomimo moczenia, śledzie mogą być jeszcze słone, dlatego soli je dopiero przed samym podaniem.

W tym momemncie zupa jest już właściwie gotowa. Potrzebuje jeszcze czasu. I gorących ziemniaków.

Można oczywiście przygotować równocześnie drugą wersję: zamiast octu dodać śmietany i cukru. Bo tak jadło się w domu rodzinnym Mojego Ukochanego Szwgara, którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiam.


Nie jest ważne czy zupa jest słodka, czy kwaśna, smakuje tylko wtedy, kiedy połączy się ją z gorącymi ziemniakami, które wygarnia się ze wspólnej miski.

2 komentarze:

  1. Frooszko, mała poprawka:) w drugiej wersji dodaje się ocet i sól, ale w mniejszej ilości. Ale cukru i śmietany się nie żałuje - jak mówi mój Mąż "duuuuużo śmietany" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy o tym nie słyszałem, ciekawe!

    OdpowiedzUsuń